Tajemnica krwistej plamy na ścianie. Historia pełna humoru

Zagadki lateralne zawsze mnie intrygowały i relaksowały jako dobra gimnastyka umysłu. Ale gdy wyszłam z łazienki i zobaczyłam wysoko na ścianie plamę krwi, której chwilę wcześniej nie było, zaparło mi dech w piersi i ścisnęło w żołądku.


Zamrugałam. To chyba mi się wydawało. Jeszcze raz spojrzałam w górę potwierdzając prawdziwość pierwszego wrażenia  i nie mogłam w to uwierzyć. Na ścianie tuż przy suficie była świeża, błyszcząca ciemnoczerwona plama. Ciekawe co to mogła być za substancja?


Krew?!


Zimny dreszcz przeszedł mi po plecach na tą myśl, bo niespełna przed kilkoma minutami zdejmowałam nitkę pajęczyny w tym miejscu i plamy tej tu z pewnością nie było.

Rozejrzałam się dookoła, uważnie przyglądając się ścianie i podłodze. Analizując powierzchnię centymetr po centymetrze szukałam śladów, które naprowadziłyby mnie na przyczynę tego niezwykłego i tajemniczego zjawiska. Nic jednak nie rzuciło mi się w oczy.

W tym czasie w domu były tylko dwie osoby. Ja i Moje Dziecko.


Zaniepokojona od razu zajrzałam do pokoju dziecka, ale te spokojnie wycinało sobie coś na dywanie, mocno skupione nad swoim zajęciem. I  tu też nic się nie działo, nic nie wykraczało poza normy dnia codziennego.


Czy dziecko mogło pobrudzić sufit? Mało prawdopodobne. Plama było dość wysoko i była zdecydowanie poza zasięgiem rąk dziecka. Pozostawała kwestia wystrzelenia tej substancji w górę, ale ta pewnie pozostawiłaby więcej śladów i przede wszystkim narzędzie zbrodni. Z całą pewnością natomiast mogłam stwierdzić, że dziecko większość czasu spędziło w swoim pokoju poza jednym wyjściem do łazienki i kuchni po jabłko, a ściana z plamą  nie była po drodze.


Czy inna osoba mogła pobrudzić sufit? Skoro dziecko zostało wykluczone, pozostawałam tylko ja lub osoby trzecie – duchy. Ja zabrudzić ścianę mogłam tylko przy zdejmowaniu nitki pajęczyny. Przed tym jednak  robiłam pranie ręczne, po którym dokładnie umyłam ręce. Plama nie mogła pozostać też po właścicielu pajęczyny, gdyż po pierwsze tam go nie było, a po drugie musiałby to być okaz o bardzo dużych rozmiarach, więc  nawet przypadkowe unicestwienie jego nie wchodziło w rachubę. Ta hipoteza również została odrzucona. Pozostawał zatem tylko …. duch! Brrr….


Tutaj przerwę moje dywagacje, bo mi zmiękły kolana. Czytanie opowieści o duchach wzbudza we mnie przyjemny dreszczyk emocji, ale w tym przypadku nie był to ani przyjemny, ani dreszczyk. To już był lęk. Strach ma wielkie oczy. Moje z pewnością były już większe niż zwykle, a do tego serce przyspieszyło bicia. Zastanawiałam się co z tym fantem zrobić.  Po chwili namysłu w końcu zebrałam się na odwagę i zadałam sobie kolejne pytanie.

Czy była to krew? Podstawiłam krzesło  pod ścianą, weszłam na nie i uważnie przyjrzałam się plamie. Następnie przystąpiłam do badania organoleptycznie. Dotknęłam, potarłam palce, powąchałam. Substancja była ciemnoczerwona, raczej gęsta i lekko lepiąca się. Miałam ochotę włożyć palec do ust, ale ostatecznie nie sprawdziłam jej smaku. Zapach natomiast nie przypominał zapachu krwi. Uff. Raczej trawy lub ziemi.


W takim razie czy to była farba? Owszem, wszystko na to wskazywało. Ale jak farba znalazła się na ścianie, tuż pod sufitem, wciąż pozostawało dla mnie zagadką.

Uspokojona nieco faktem, że nie była to krew zaczęłam krzątać się po domu. Mimo to ta sprawa nie dawała mi spokoju.


Na szczęście rozwiązanie tajemniczego zjawiska dość szybko przyszło samo. A w zasadzie wpadło jak burza do łazienki, gdzie właśnie wieszałam pranie. Umazane po łokcie w farbie z impetem odkręciło wodę, spłukało jej nadmiar z rąk (myciem tego nazwać nie mogę, bo trwało dosłownie kilka sekund, o użyciu środków myjących nie wspomnę), po czym odwróciło się na pięcie i w locie powrotnym wytarło ręce w ręcznik, czyli pierwszy lepszy ręcznik, który pod te ręce podszedł.


Pozostało mi tylko dokonać oględzin mojego ręcznika. Ten nosił ślady użycia przez osoby trzecie, i z ulgą stwierdzam, że nie duchy. Wśród aplikacji odnalazły się świeże ślady ciemnoczerwonej substancji. A te z kolei wskazały  sprawcę plamy, czyli moją własną osobę. Co z tego, że dokładnie umyłam ręce? Ważne jest to, w co je wytarłam.

Zagadkę ostatecznie rozwiązało uroczyste wręczenie dużej laurki w postaci sklejonych dwóch krwistoczerwonych serc oraz wyznanie „Kocham Cię Mamo”.


Ja też Ciebie kocham, mój Skarbie. Czekam na Twoje kolejne prace i zagadki lateralne - odpowiedziała Autorka tej opowieści, czyli Mama Twórczego Dziecka.



A co zrobiło Twoje Twórcze Dziecko? Napisz.


#ZainspirujsięSTEMkids

3 wyświetlenia

Skontaktuj się z nami

737 160 997

  • Facebook - Biały Krąg
  • Biały Instagram Ikona
  • YouTube - Biały Krąg

© 2019 by STEMKidsPL

  • Czarny Instagram Ikona
  • Czarny Facebook Ikona
  • Czarny YouTube Ikona